09.09.2015

Rozdział 4


"Nikt nie zobaczy łez przez wnętrze płynących i nikt nie usłyszy skargi z warg zaciśniętych głucho."

Wszystko wydawało się obce. Jej sekretne miejsce, gdzie przychodziła zawsze, kiedy przez jakiś czas nie chciała mieć styczności z innymi osobami, jej rodzina, a w zasadzie, to tylko Mary, bo przecież tylko ją miała. Żadnych krewnych; babci, która, jak to przystało na kochaną babcię, gotowałaby smaczne obiady, zadawała niezręczne pytania razem z dziadkiem i oczekiwała bardzo rozwiniętych wypowiedzi, opowiadała o ciężkich czasach, kiedy to nie było czasu, pieniędzy, a jej życie chyliło się ku upadkowi, jednak jej wytrwałość nie pozwoliła jej na to.
Szalonej ciotki, która opowiadałaby najlepsze historie z jej życia, broniła przed (tylko czasami) wścibskimi dziadkami, była po prostu zaufaną osobą bez której nie wyobrażała sobie żadnego spotkania rodzinnego, bez jej obecności bez jej śmiesznych, możliwe, że czasami zmyślonych, historyjek, bez jej szczęśliwego uśmiechu i mocno pozytywnej energii, którą zarażałaby całą rodzinę.
 Ale przede wszystkim brakowało jej ojca, męskiej ręki, która broniłaby ją przed jakimkolwiek złem, udzielała rad, prowadziła niezręczne rozmowy, również się przy nich stresując, mężczyzny, którego uważałaby za wzór do naśladowania, który przyjeżdżałby do nią po lekcjach, zabierał na pizze, pytając się co w szkole, który byłby z niej dumny; z osiągnięć w szkole, z jej postępów w życiu, z tego kim jest.
I niby z czego miałby być dumny? Z takiej ofiary losu, z której wszyscy drwią i nie mają żadnego szacunku? Z osoby, która już dawno została zniszczona przez wielu ludzi, ale i przez samą siebie? Brakuje w tym sensu, nie sądzisz?   
— Tak, masz rację. — Westchnęła. — Nigdy nie będę wystarczająco dobra, dla nikogo.
Podniosła się z ziemi, otrzepała ubrania i wyszła z zamkniętej dla innych przestrzeni. Skręciła w prawo — w stronę drogi do domu. Zaczynało się już ściemniać, zupełnie straciła poczucie czasu. Siedząc tam i myśląc nad wszystkim zagłębiała się coraz bardziej, wyłączała się i nie zwracała uwagi na życie toczące się wokół niej. Każdy czasem potrzebował częściowego odizolowania się od świata, bez względu na to kim był.
Wsadziła dłonie do kieszeni spodni, obserwowała otoczenie. Chciała się nacieszyć tym teraz, ponieważ, nie wiadomo kiedy, będzie musiała opuścić to miejsce i wyjechać nie wiadomo gdzie. Szczerze mówią, to nie przepadała za tą okolicą, jednak sytuacja, w jakiej się znalazła, całkowicie zmieniła jej tok myślenia. Ta sytuacja zmieniła wszystko, co od dawna próbowała poskładać w jednolite kawałki. Bzdura, przecież czegoś, co już wcześniej się rozpadło, nie da się ponownie pozbierać.
— Możesz się mylić — wyszeptała.
Czy kiedykolwiek mówiąc o twoi marnym i beznadziejnym życiu, myliłem się?
— Masz całkowitą rację — przyznała, łamiącym głosem. Faktycznie — było beznadziejne i bez sensu i całkowicie zniszczone. Ona była całkowicie zniszczona…
Odetchnęła głęboko nim weszła do środka domu. Dopiero teraz poczuła, jak bardzo zmarzła. Potarła dłońmi ramiona, chcąc poczuć nieco ciepła. Poszła w stronę kuchni, myśląc, że w pomieszczeniu nikogo nie będzie, że będzie mogła posiedzieć jeszcze trochę w samotności. Myliła się…
— Myślałam, że pan już poszedł — mruknęła, wcale nie przejmując się tym, że mogło być to niemiłe.
— Mary pojechała cię szukać, a ja zostałem, bo wiedziałam, że w końcu wrócisz — odpowiedział zupełnie nie na temat.
— Może pan zadzwonić do niej i powiedzieć, że już jestem.
— A dlaczego ty tego nie zrobisz?
— Nie mam ochoty rozmawiać. — Spojrzała na mężczyznę. — Z kimkolwiek — dodała po chwili.
— A to pech, bo musimy ze sobą pogadać. — Uśmiechnął się w dziwny sposób. — W końcu będziemy razem mieszkać, przecież trzeba się jakoś poznać.
— Nie sądzę — przyznała.
— Zmień swoje nastawienie, bo tym wszystko utrudniasz.
— Ja utrudniam? — prychnęła. — To wy wszystko psujecie, zostawcie mnie, a ona niech wyjeżdża — powiedziała w złości, choć wiedziała, że to za dużo. — Nie przejmujcie się, mnie wszyscy zostawiają.
— Wiem, że to trudne i ciężkie do zrozumienia tak młodemu człowiekowi, jak ty, ale nie ma innego wyjścia.
— Zawsze jest inne wyjście — warknęła.
To dlaczego wciąż stoisz w miejscu?
— Nie wiem — powiedziała, kręcąc głową.
— Słucham?
I wtedy zdała sobie sprawę, że powiedziała coś, co nie powinno wyjść z jej ust. Speszyła się nieco i usiadła na krześle, zastanawiając się, co należało powiedzieć, by odwrócić uwagę od tej wpadki.
— Właśnie miałam zaproponować panu coś do picia, jednak wszystko pan popsuł — powiedziała oskarżająco.
— Skoro tak, to poproszę herbatę — odparł pewny siebie, na co brunetka uniosła brwi.
— D—dobrze. — Niepewność w jej głosie było słychać na kilometr.
— Opowiesz mi coś o sobie? — Usłyszała, gdy tylko odwróciła się, by przyrządzić napój.
— To chyba zbędne — bąknęła.
— Nie chcę być dla ciebie kimś obcym.
— Nie zastąpi mi pan ojca, jeśli o to chodzi — przerwała szybko.
— Nawet tego nie planowałem, uwierz mi. — Przyrzekł, choć dziewczyna nie za bardzo w to uwierzyła. — Chciałem po prostu mieć z tobą lepsze relacje, więc, tak w ogóle i mniej w ogóle, jestem Simon. — Uśmiechnął się, wyciągając dłoń w stronę nastolatki.
— To jest głupie, ale… Diana. — Uścisnęła jego dłoń, unosząc lekko kąciki ust.
— To już dobry początek, prawda?
— Być może. — Wzruszyła ramionami.
— Wiem, że nie będziesz potrafiła zaakceptować mnie od razu, ale warto spróbować.
— Tylko niech pan się nie przeliczy.
— Przecież każdy chciałby się znać z takim młodym, mądrym i przystojnym, nie oszukujmy się, człowiekiem, jak ja. — Zachwalał.
— I do tego bardzo skromnym — dodała. — No i siwym włosem. — Zachichotała pod nosem.
— Specjalnie go pofarbowałem — prychnął.
— Tą resztę też, tak? — Zadrwiła, zalewając kubki gorącą wodą.
— Za dużo farby mi się wylało. — Wzruszył ramionami.
— Powiedzmy, że ci wierzę. — Zachichotała.
— Przeszliśmy na ty, to kolejny krok do porozumienia. — Ucieszył się.
— A ile będzie jeszcze tych kroków? — spytała zaciekawiona.
— Mnóstwo, ale jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to efekt będzie zadowalający.
— Obyś się nie pomylił — powiedziała, stawiając przed nim kubek z herbatą.
— Ja nigdy się nie mylę — prychnął po raz kolejny.
— Mężczyzna idealny — zakpiła, przewracając oczami.
— Musimy omówić jeszcze kilka spraw, wiesz o tym, prawda?
— Na przykład?
— Twój pokój jest dość istotnym elementem, twoja nauka również, jakieś dodatkowe zajęcia, jeśli będziesz chciała, no i trzeba będzie ustalić trochę zasad.
— Zawsze byłam grzeczna, ale…
Nagle do kuchni wpadła zrozpaczona Mary. Rzuciła torbę w kąt, po czym usiadła obok Simona. Nie zauważyła jednak Diany, która wpatrywała się w nią w milczeniu.
— Przeszukałam każdy skrawek tego cholernego Londynu i nic. Simon, czy ja naprawdę jestem taką złą matką? Nie chcę wyjeżdżać, ale gdy zrezygnuję będzie jeszcze gorzej. Ciężko w tych czasach znaleźć dobrze płatną robotę. Cholera jasna. — Westchnęła.
— Nie jesteś wcale taka zła — powiedziała cicho, uśmiechając się pod nosem.
Kobieta podniosła wzrok, po czym wstała z miejsca i podeszła do córki. Położyła dłonie na jej ramionach, uśmiechnęła się szeroko, a w jej oczach zabłyszczały łzy. Pociągnęła nosem, przyciągając córkę do silnego i pełnego uczuć uścisku.
— Naprawdę cię przepraszam, skarbie. Porozmawiam jeszcze z szefem, może da się to jeszcze odkręcić i zostanę. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, byśmy były jak najdłużej razem — wyszeptała.
— W porządku, jest naprawdę w porządku. Postaram się coś zmienić, obiecuję.
— Nie musisz nic zmieniać, kochanie. Bądź sobą, to wystarczy. — Uśmiechnęła się. — Simon, jeśli to wszystko, to czy mógłbyś już sobie pójść? Chcę spędzić jeszcze trochę czasu sam na sam z moją córeczką — powiedziała, obejmując dziewczynę.
Mężczyzna naburmuszył się lekko, jednak posłusznie opuścił mieszkanie, a brunetka zaśmiała się z bezpośredniości matki. Była taka nieprzewidywalna i szalona. To chyba najbardziej imponowało Dianie.
— To co? Może jakiś film? Zrobię pop corn i coś do picia, a ty możesz wybrać, co będziemy oglądać.
Dziewczyna skinęła głową, po czym udała się do salonu. Rozsiadła się wygodnie na kanapie, szperając w szufladzie z filmami. Mary od dobrych dwudziestu lat kolekcjonowała je wszystkie, by potem oglądać je razem z Dianą. Brunetka lubiła te wieczory, kiedy wspólnie zasiadały przed telewizorem z mnóstwem pop cornu i innej niezdrowej żywności, po prostu oglądały czasami wymieniając się opiniami na temat filmu.
Gdy w końcu wyjedzie zostaną jej tylko zdjęcia i wspomnienia. To takie niesprawiedliwe. Przecież na tym świecie została jej tylko Mary, tylko ona była jej oparciem, podporą w trudnych chwilach. Tylko ona była w stanie jej wystarczająco pomóc. Tylko z nią miała tak dobry kontakt, którego nie chciała za nic utracić. To byłoby dla niej zbyt ciężkie do przeżycia.
Mary każdą wolną chwile przeznaczała na Dianę. Dziewczyna pamiętała, jak wracała ze szkoły, jak bardzo okropnie się wtedy czuła, wtedy miała ochotę zrobić coś, co zakończyłoby jej męczarnię, jednak potem napotykała przepełnione troską spojrzenie i wszystko, o czym myślała wcześniej, wymazywała z głowy. Nie potrafiłaby jej opuścić.

Cóż, to bardzo dziwny przypadek. Ona wyjeżdża, zostawia cię, bo, najzwyczajniej w świecie, ma cię już dosyć. Czekałem na to już bardzo długo, aż w końcu wyszło na moje. Nie powinnaś we mnie wątpić, nigdy. Pamiętaj, że zawsze wychodzi to na twoją niekorzyść, a ja zawsze się cieszę i będę cieszyć. 
Czeeść! Niestety, wpadłam tylko na chwilę, by wstawić rozdział. Lecę odrabiać lekcje, bo mam ich trochę i kartkówkę z chemii niedługo. Kto chciałby już wakacje? :c Trzymajcie się kochani! Do zobaczenia za tydzień :**

1 komentarz :

  1. Kartkówki z chemii… Dobrze, że mam to już za sobą. ;p Powodzenia w nauce!

    Cóż, niewiele mam dziś do napisania. Lubię Simona. Jest świetny. Wierzę, że Diana nawiąże z nim dobre relację. Mam wrażenie, że będzie jedną z tych osób, na których wsparcie będzie mogła liczyć, gdy wszyscy inni ją zawiodą. Nie mylę się?

    OdpowiedzUsuń

Słoneczko, zostaw coś po sobie ☀

Hope Land of Grafic