02.09.2015

Rozdział 3


"Marzenia umierają i przepadają w otchłani czasu, to jedna z gorzkich prawd życia. Jedna z wielu."

Co za okropieństwo! To niemożliwe, przecież nic nadzwyczajnego nie działo się dzisiejszego dnia, prawda? Mary zachowywała się całkiem normalnie, jak na nią. To niemożliwe, to nie działo się naprawdę.
— Mógłbym pójść z tobą? — zapytał nieśmiało.
— Nie wiem. — Wzruszyła ramionami. — Myślę, że nie jest to dobry pomysł.
— Um, okej. Do zobaczenia.
— Do (nie) zobaczenia — mruknęła.
Szczerze mówiąc, to Diana, jeszcze nigdy, nie pokonała drogi ze szkoły do domu w tak krótkim czasie. Szczerze mówiąc, to jeszcze nigdy w jej głowie nie pojawiało się aż tyle myśli naraz. Szczerze mówiąc, to jeszcze nigdy nie była w tak skomplikowanej sytuacji. Co się dzieje z wami ludzie?
Dianę interesowało jedno, a mianowicie — czy chłopak mówił prawdę? Może to kolejny żart Josha albo kogoś z elity? To ją najbardziej irytowało. Niewiedza. Dlatego teraz, kiedy zauważyła w oddali swój dom, zaczęła biec. Nie przejmowała się tym, że ludzie na ulicy patrzą się na nią, czy śmieją albo wydają nikomu nieznane odgłosy, teraz ważniejsze była inna i zdecydowanie, bardziej poważna. Tu chodziło o jej życie, do jasnej cholery!
Trzasnęła drzwiami, dając o sobie znać. Niech wie, że ma jej dużo do wyjaśnienia. Tylko… jeśli okaże się to nieprawdą? Jak, w tym przypadku, potraktuje ją Mary? Będzie zła? Rozczarowana? Nie wybaczy jej tego? Nie odezwie się już nigdy więcej? Boże, ta wizja była jeszcze gorsza niż wszystko inne razem wzięte.
Dziewczyna, nieco uspokojona, weszła do kuchni, gdzie słyszała czyjeś rozmowy. Za blatem stała jej matka, tłumacząca coś wysokiej postury mężczyźnie, który był odwrócony do Diany.
— Wiem, że to może być trudne, ale musimy to jakoś przecierpieć.
— Zrozum, że musisz jej powiedzieć o tym teraz, chyba, że chcesz zostawić ją z dnia na dzień bez jakichkolwiek wyjaśnień. — W jego głosie najbardziej wyczuwalna była złość.
— Nigdy o tym nawet nie pomyślałam! Jak możesz mi coś takiego zarzucać? Myślałam, że od ciebie dostanę trochę więcej wsparcia i zrozumienia, jednak się myliłam — warknęła. Tak naprawdę, to dziewczyna nigdy nie widziała swojej matki w takim stanie.
Brunetka odchrząknęła głośno, przez co cała uwaga skupiła się na niej.
— Czy ktoś może mi może łaskawie wyjaśnić, co się tutaj dzieje? — zapytała dość spokojnie. Nie chciała, by jej prawdziwe emocje wyszły na zewnątrz.
— Kochanie, może usiądziesz? Zrobić ci coś do picia albo jedzenia? — spytała zatroskana.
— Nie, nic nie chcę. — Pokręciła głową. — Wytłumaczcie mi to, kim pan w ogóle jest?! — zapytała wściekła.
— To wszystko dzieje się za szybko. — Westchnęła kobieta.
— Mamo?
— Uwierz mi, próbowałam wszystkiego, by do tego nie doszło, ale wiesz, jaki jest pan Hilton, zawsze stawia na swoim i tak też było tym razem. Strasznie mi przykro.
— Proszę, przejdź do rzeczy — powiedziała, próbując powstrzymać łamiący się głos.
— Muszę wyjechać, kochanie. Ale to tylko kilka miesięcy, zobaczysz, jak szybko zleci.
— To wspaniale! Muszę się tylko spakować i możemy wylecieć, nawet w tym momencie. — Ucieszyła się. Nigdy w życiu nie była tak szczęśliwa.
— Skarbie, nie wiem, jak ci to powiedzieć. — Westchnęła. — To ja wyjeżdżam, a ty zostajesz w Wolverhampton.
Jej emocje nagle zgasła, tak samo jak jej szeroki uśmiech. Zacisnęła usta w wąską linię, nie wiedząc, co powiedzieć. Ona już cię nie chce, to było takie to przewidzenia. Przełknęła głośno ślinę, patrząc smutno na matkę. Jedno i najważniejsze pytanie męczyło ją od środka:
— Dlaczego nie mogę pojechać z tobą? Dlaczego nie możesz zostać i pracować tutaj dalej?
— Pan Hilton sfinansował mi jedynie małą kawalerkę, w której będę mieszkała podczas pracy w Glasgow. Prosiłam, nie, błagałam go, by pozwolił mi cię zabrać, jednak był bardzo stanowczy i powiedział, że jeśli się nie zgodzę, to mnie zwolni.
— Przecież znajdziesz sobie nową pracę, mamo.
— Kochanie, nie chcę, żeby brakowało ci czegokolwiek, więc muszę ciężko pracować. Nie znajdę w szybkim tempie tak dobrze płatnej pracy. Musimy dać sobie radę. — Musiała mieć jakieś wytłumaczenie, chociaż wcale jej na tobie nie zależy.
— Glasgow jest tak daleko stąd, nie zostawiaj mnie, proszę. — Spojrzała na nią błagalnie.
— Niedługo wakacje, Diano. Będziesz miała więcej czasu, więc będziesz mnie odwiedzać tak często, jak tylko będziesz chciała, dobrze? — Uśmiechnęła się lekko. — Ale na razie musimy poradzić sobie z tym, co mamy.
— Czyli ten chłopak miał rację — powiedziała cicho, ale wystarczająco, by reszta usłyszała.
— Jaki chłopak, Diano? — spytała Mary.
— Miał na imię Liam. Wiedział wszystko o tym, że się przeprowadzam. A przecież tu zostaję, całkiem sama. — Westchnęła.
— Liam? —zapytał zdziwiony mężczyzna. — Nigdy więcej nie będę z nim rozmawiać o takich ważnych sprawach.
— Chwila, przecież Liam, to twój… syn! Jak mogłeś mu o tym powiedzieć jeszcze przed tym, jak powiedzieliśmy o tym Dianie?!
— Chciałem, żeby wiedział o tym wcześniej, tak? On też musi przyzwyczaić się do nowej sytuacji, nie sądzisz?
— Dobrze, rozumiem. — Odetchnęła. — Kochanie, po pierwsze nie zostajesz sama tylko z Simonem, to jest mój… zaufany przyjaciel i mimo tego że skończyłaś te marne osiemnaście lat, to wolę mieć pewność, że jesteś bezpieczna, a po drugie pamiętaj, że to nie jest na zawsze. Te kilka miesięcy z pewnością minie bardzo szybko i znowu będziemy razem. Nie martw się na zapas. — Jej kąciki ust powoli wędrowały ku górze.
— Może masz rację, nie wiem. To zdecydowanie za szybko. — Wymusiła uśmiech.
— Z początku będzie trudno, ale potem z pewnością się przyzwyczaisz.
— Wolałabym mieszkać sama — powiedziała w końcu.
— Nie zostawię ciebie samej, nie ma mowy.
— To zostań — powiedziała stanowczo.
— Diano, przecież wiesz, że nie mogę. Już ci to tłumaczyłam.
— Gdyby ci na mnie zależało, to już dawno byś coś zrobiła.
— Diana… — zaczął mężczyzna, jednak nastolatka szybko mu przerwała.
— A ty się nie odzywaj!
— Diana!
— Zostawcie mnie wszyscy w spokoju — krzyknęła, wybiegając z domu.
Ponownie trzasnęła drzwiami, chcąc się jakoś wyżyć, ale nawet to nie pomogło. Czuła się beznadziejnie, była bezsilna wobec wszystkiego, co ją spotykało. Nie umiała się obronić przed niczym. Istna ofiara losu, nieprawdaż?
Kiedy przedostała się przez furtkę, wpadła na kogoś bardzo wysokiego. Westchnęła ze swojego pechu, po czym cicho przeprosiła i poszła w swoją stronę. Otarła pojedynczą łzę, widząc, jak ludzie dziwnie się na nią patrzą. W tym momencie było to trochę stresujące.
— Diana, poczekaj! — Usłyszała, przez co stanęła w miejscu. Już gdzieś słyszała ten głos.
— Czego ty znowu ode mnie chcesz? Powiedziałeś już wystarczająco. Dziękuję.
— Nie chcę się z tobą kłócić, uwierz mi, dla mnie to również będzie naprawdę trudne. Zwłaszcza, że od dwudziestu lat nie mieszkałem z dziewczyną pod jednym dachem. Co za wstyd. — Pokręcił głową.
— Będziecie się dobrze dogadywać, powodzenia. — Uśmiechnęła się, chcąc odejść, jednak chłopak złapał ją za ramię.
— Chyba czegoś nie zrozumiałaś. — Westchnął. — Będziesz mieszkała ze mną  i Simonem. To o tobie cały czas mówię, dlaczego tego nie rozumiesz? — Zdenerwował się.
— Może nie chce rozumieć?! Nie pomyślałeś o tym, co?
— Diana, ja chciałem tylko…
— Dlaczego każda nasza rozmowa…
— W zasadzie, to dopiero druga.
— Nie przerywaj mi — powiedziała, powstrzymując się od uśmiechu. — Chciałam powiedzieć, że nasza już druga rozmowa kończy się kłótnią, może obędziemy się bez trzeciej?
— Właśnie, możemy przecież normalnie porozmawiać.
— Albo w ogóle. — Wzruszyła ramionami i odwróciła się.
— Przestań, to głupie.
— Co?
— Zachowywać się tak, jakbyś miała to wszystko gdzieś, a tak naprawdę, to cholernie się tym przejmujesz.
— Nic o mnie nie wiesz, nie znasz mnie, więc dlaczego mówisz to tak pewnie?
— Bo chcę cię poznać.
— Ale nie pomyślałeś, że ja nie chcę? To dla mnie za dużo, jak na jeden dzień.
— Próbowałem tylko pomóc ci przez to wszystko przejść, ale jeśli nie chcesz, to dam spokój.
— Nie potrzebuję twojej litości — powiedziała, czując nieprzyjemne pieczenie w oczach. — Nie potrzebuję nikogo, dam sobie radę.
— Dobrze wiesz, że nie.
— Dlaczego wszyscy wiedzą lepiej ode mnie? Jestem już dorosła, powinnam coś zrobić ze swoim życiem, do cholery.
— To dlaczego wciąż stoisz w miejscu? Dlaczego nie zrobisz nic w kierunku bycia lepszym i mniej zależnym od innych?
— Bo jestem za słaba — wyszeptała, a po jej policzkach spłynęły łzy.
— O boże, Diana, nie płacz, proszę. Nie chciałam cię urazić, przepraszam. — mówił bardzo szybko i chaotycznie.
— Wiesz czego potrzebuję?
— Czego?
— Trochę samotności, więc jeśli możesz, z łaski swojej, daj mi spokój — powiedziała bez żadnych uczuć.
Chłopak wiedział, że powiedział już wystarczająco i jego obecność tylko szkodziła dziewczynie. To był odpowiedni czas, by się wycofać i czekać na dalsze rozwinięcie akcji. Ta historia z pewnością nie skończy się tak szybko i bez ofiar.



Czeeść! Dopiero wróciłam z zajęć, siedząc w szkole od siódmej trzydzieści rano i nie, ja wcale nie narzekam. To pierwszy dzień, a ja już mam dosyć. Brakuje mi wakacji i tego, że kładłam się spać o trzeciej rano, a wstawałam dopiero koło południa. Żałuję, że nie wykorzystałam tego czasu na więcej rzeczy, no ale cóż - już nic więcej nie zrobię. Pozostaje mi czekać kolejne miesiące do upragnionych wakacji. Mam nadzieję, że to wszystko zleci tak szybko, jak poprzedni rok szkolny. A wy, przetrwaliście? :) Boję się, że nie znajdę czasu na dalsze pisanie rozdziałów, jednak na razie mam ich napisane kilkanaście do przodu, więc trzymajcie za mnie kciuki. Pozdrawiam :***

2 komentarze :

  1. Ciekawie się zapowiada :)
    Czekam na więcej, pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Już? Tak szybko? A gdzie więcej? ;p Diana jest urocza. To chyba taki typ dziewczyny, która potrafi się uśmiechnąć słodko i zaraz potem odpyskować chłodno. Już nie mogę się doczekać ich mieszkania razem i docinek ludzi z jej szkoły. Zapowiada się interesująco.

    OdpowiedzUsuń

Słoneczko, zostaw coś po sobie ☀

Hope Land of Grafic