30.09.2015

Rozdział 7


"Najgorszą karą, jaką można dostać od życia, jest tęsknota za człowiekiem, którego kochało się całym sercem."

— Kochanie, mogę wejść? — Usłyszała pukanie do drzwi.
— Um, przebieram się. — Wymyśliła na szybko, podnosząc się z zimnej podłogi. — Coś się stało?
— Nie, tylko idziemy z Simonem się przejść. Za jakąś godzinę powinniśmy wrócić.
— Okej, nie ma sprawy. — Starała się brzmieć jak najbardziej przekonująco.
— Oh i jeszcze…
— Co takiego?
— Możliwe, że ktoś przyjdzie cię odwiedzić. Znaczy, bardziej prawdopodobne.
— Kto?
— Chyba go jeszcze nie znasz, ale syn Simona postanowił wpaść.
— Nie żeby coś, ale musi? Nie mam ochoty z nim rozmawiać.
— Zrobił ci coś? — zapytała zaniepokojona.
— Nie, oczywiście, że nie.  Po prostu nie mam humoru.
— Ale on jest już w drodze, przecież go nie odeślę. — Westchnęła.
— No dobrze, zaraz wyjdę.
— Jestem pewna,  że  się dogadacie. To naprawdę bardzo miły i życzliwy chłopak.  — Zamknęła drzwi, przez co nastolatka odetchnęła z ulgą.
Chwyciła mokry ręcznik i przyłożyła go do ran. I tak miała go wyrzucić, bo przecież nie zostawiłaby go na wierzchu w miejscu, gdzie jej matka zawsze mogła go znaleźć. Materiał powoli przechodził w ciemnoczerwony kolor. Dziewczyna przeraziła się nieco, ponieważ nigdy krwawienie nie było tak obfite. Wiedziała, że zostawiła apteczkę w pokoju i mimo tego, że w każdej chwili każdy mógł tam wejść, musiała to zrobić.
Przekręciła zamek, rozglądając się czy nikogo nie ma w środku. Podbiegła do łóżka, otworzyła apteczkę, wyjmując z niej bandaż i coś do przepłukania ran. Wróciła do łazienki, gdzie przemyła pokaleczony nadgarstek. Zaraz potem zabrała się do zabandażowania ręki. Rozcięcia przestały już krwawić, więc miała nico ułatwione zadanie. Czyli jak na razie powinna dać sobie spokój z noszeniem bluzek na krótki rękaw.
Kiedy zawinęła bandaż, spojrzała na zakrwawiony ręcznik, leżący na łóżku. Przecież trzeba będzie coś z nim zrobić, nie zostawi go tutaj. Sięgnęła po niego z zamiarem wyrzucenia go do śmieci, jutro je zabierają, więc nie pobędzie za długo w koszu. Otworzyła drzwi. Kompletnie nie wiedziała, co powiedzieć, zrobić. Nagle słowa uwięzły w jej gardle, czuła, jakby miała tam pustynię, kompletnie sucho. Susza, której nie dało się zaspokoić.
— Um, cześć? — Skrzywił się nieco. Nie miał pojęcia, jak się zachować. Przeprosić? Zachować się normalnie?
— Cześć — wymamrotała, zdając sobie sprawę, że w dłoni wciąż trzymała zabarwiony ręcznik. — Co tam? — zapytała niepewnie.
— To krew?
— Nie, oczywiście, że nie.  Po prostu wylałam sok na podłogę i próbowałam go wytrzeć. — Wzruszyła ramionami.
— Dlatego na bandażu, którego wcześniej nie miałaś, jest krew?
Brunetka zerknęła na nadgarstek, zauważając kilka plam krwi. Przeklęła pod nosem, po czym odwróciła się i wbiegła do łazienki. Zamknęła drzwi na klucz, po czym zmieniła opatrunek. Oparła dłonie o umywalkę, głęboko oddychając. Czuła się słabo, świat przez chwilę wirował, a ona nie wiedziała, co robi ze swoim marnym życiem.
— Wszystko w porządku? — Zapukał kilka razy, jednak Diana dopiero teraz go usłyszała.
— Tak, już… już wychodzę. — Chrząknęła, podnosząc się.
— Otworzysz?
Diana potrząsnęła głową, po czym wyszła z łazienki, potrącając przy tym Liama. Nic sobie z tego nie zrobiła. Położyła się na łóżku, zamknęła oczy i czekała aż chłopak sobie pójdzie. O niczym innym nie marzyła tak bardzo, jak w tym momencie. O samotności.
—  Mógłbyś…  —  zaczęła, nabierając więcej odwagi.  —…zostawić mnie samą?
— Oh, i to wszystko?
— Proszę, nie utrudniaj mi tego wszystkiego.  Mam już dość.
—I tak po prostu mam wyjść, udawać, że nic się nie stało, że nic nie widziałem? — To brzmiało bardziej, jak stwierdzenie niż pytanie.
— Dziękuję, że zrozumiałeś.
— Jesteś po prostu śmieszna. — Prychnął. Usiadł naprzeciwko dziewczyny, patrząc na nią z niedowierzaniem. — Myślisz, że to w porządku? Wobec ciebie, wobec wszystkich!
— Gdybyś nie przyjeżdżał nie byłoby tego, wiesz?
— Co się stało, już się nie odstanie, wiesz?
— Odczep sie ode mnie człowieku — warknęła wściekła.
— Teraz z pewnością się mnie nie pozbędziesz. To, co robisz, jest niebezpieczne i …  od tego zaczyna każdy potencjalny samobójca. Diana, do cholery!
— Przestać mi prawić jakieś morały. — Przewróciła oczami, widząc, jak w nim buzowało.
— A jeśli zabiłabyś się? Co wtedy? Co na to twoja mama? Wie o tym? Bo sądzę, że nie.
— Nie zabiłabym się, a nawet jeśli, to, uwierz mi, nikt by nie płakał — powiedziała, na co parsknął. — A moja mama pojechała by do Glasgow z czystym sumieniem.
— Myślisz, że jej jest łatwo?
— Mówisz, jak oni.
— Bo mają rację, nie pomyślałaś o tym?
— Nie, bo podobno jestem samolubną dziewczyną, która lubi wywoływać u innych poczucie winy. — Uśmiechnęła się sztucznie.
— Poniosło mnie, okej?
— Nie. Nic nie będzie już okej. To za dużo, jak na jeden raz, wiesz? Naprawdę, czuję, że to wszystko wypala we mnie tak wielką dziurę aż w końcu będzie tak ogromna i nie będę w stanie oddychać.
— Może gdybyś zmieniła swój tok myślenia, to wszystko byłoby trochę łatwiejsze.
— To śmieszne, Simon powiedział dokładnie to samo.
— W końcu jesteśmy jakoś spokrewnieni, nie?
— Oh, daruj sobie.
— Dlaczego odrzucasz pomoc?  Dlaczego nie chcesz się do nikogo zbliżyć?
— Pewnie dlatego, że wszyscy mnie zostawiają. Nie wiesz, jak to jest, prawda? To niekończące się uczucie pustki, brak rozmowy z drugim człowiekiem. Nic nie rozumiesz. Słucham tych wszystkich ludzi i naprawdę mam ochotę zniknąć, wyjechać, umrzeć. Siedzę cały czas sama na przerwach, w ławce, w życiu. Jestem samotnikiem i bez względu na to, jak bardzo chciałabym to zmienić, to wszystkie plany się niszczą, a nadzieja maleje, zresztą, przestałam już wierzyć w cokolwiek. Jest mi ciężko i nie poradzę sobie z tym inaczej. Traktujesz mnie, jako głupią, nic niewiedzącą małolatę, która chce się zabić, bo jej się po prostu nudzi, ale ja mam prawdziwe problemy. Wiem, że to jest złe i jeszcze bardziej mnie niszczy, ale to uzależnia i teraz nie potrafię znaleźć innej odskoczni od tej chorej rzeczywistości. — Wyrzuciła z siebie to, co chciała, a reszta niech pozostanie jej słodką tajemnicą.
— Nie wiedziałem o tym wszystkim, ale to nie zmienia tego, że nie możesz tego robić.
— Nie musisz się na to patrzeć. Możesz wyjść nawet w tej chwili i zapomnieć o tym, że kiedykolwiek mnie znałeś.
— Pomogę ci — powiedział zdesperowany. — A przynajmniej się postaram być „lepszym”.
— Mówiłam, że nie potrzebuję litości.
— To nie jest litość. To pomoc.
— A czego oczekujesz w zamian?
— To bezinteresowna pomoc.
— Istnieje coś takiego, jak bezinteresowna pomoc? — zapytała zdziwiona.
— Wyobraź sobie, że tak.
— Rzadko spotykany okaz, nie sądzisz?
— Po prostu powiedz zwykłe „dziękuję” i przestań się tak zachowywać. To, że odpychasz ludzi, działa tylko na twoją niekorzyść.
— Lubisz mieć rację, prawda?
— Tylko czasami. — Uśmiechnął się lekko.
Między nastolatkami zapanowała cisza. Każdy powiedział już, co chciał, a co niektórzy, to co od dawna kryli w sobie. To był wielki przełom w życiu Diany. Było jej nieco lżej. Nie musiała już dalej iść z ogromnym bagażem. Czuła się dobrze, a przynajmniej, lepiej niż zazwyczaj. To podnosiło ją na duchu. Duże zwycięstwa potrzebują zazwyczaj mnóstwa kroków.
— Nie chcę być niegrzeczna, ale…
— Jakby miało to dla ciebie jakiekolwiek znaczenie. — Przewrócił oczami.
— W tym momencie, to ty jesteś niemiły. — Zauważyła, uśmiechając się pod nosem. — Jestem trochę bardziej niż zmęczona, wiec jeśli mógłbyś wyjść i nigdy więcej nie wracać, to… byłabym wdzięczna.
— Po prostu powiedz, że jestem upierdliwy i wywal mnie  za drzwi.
— Jesteś upierdliwy i wywalam cię za drzwi. — Uśmiechnęła się szeroko, na co pokręcił głową.
— Tylko za nim wyjdę — zaczął, jednak nastolatka wtrąciła się zupełnie  niepotrzebnie. Przecież mógł powiedzieć, zrobić, co planował i szybciej by zniknął. W ten sposób traciła cenny czas.
— Obiecaj mi, że nie sięgniesz więcej po żyletkę.
— Nie licz na to. Nie zrobię tego od tak. — Pstryknęła palcami. — Nic nie działa w ten sposób.
— To chociaż, że nie będziesz jej używać bardzo często. — Westchnął, po czym dodał: — Możesz nawet przychodzić do mnie, żeby pogadać. Naprawdę, nie mam nic przeciwko.
— Chyba żartujesz. Nie będę ci o niczym mówić. To zaszło trochę za daleko, nie sądzisz?
— To jest mój numer, gdybyś jednak zmieniła zdanie albo cokolwiek, to dzwoń. — Położył karteczkę na łóżku.
— Raczej się nie doczekasz.
— Pomyśl o tym, co powiedziałem. Do zobaczenia. — Zamknął drzwi, na co Diana odetchnęła z ulgą.
W końcu pozbyła się tego denerwującego człowieka, potocznie Liama, który prosił ją o coś, czego nie mogła spełnić. Ani dziś, ani jutro, za tydzień czy za miesiąc. To pozostanie do końca jej życia.  Miała nadzieję, że koniec był już niedaleko, że nie bolał tak bardzo, jak życie na ziemi, że zabrałby ją gdzieś, gdzie nie ma potworów, gdzie nie ma fałszywych ludzi. W końcu zasnęła, śniąc o jej wymarzonym miejscu na świecie…
Liam wyszedł z jej domu tylko i wyłącznie z konieczności, prawdę mówiąc — wolał zostać i przypilnować ją, by nic więcej sobie nie zrobiła, by była bezpieczna. Ale przecież nie mógł być przy niej i opiekować się nią dwadzieścia cztery godziny na dobę, miał też własne życie i problemy, mimo że nie tak duże, jak jej. Pragnął jej pomóc, chciał zabrać trochę jej bólu, by nie uważała, że życie jest okropne. Życie jest nieprzewidywalne i to właśnie w tym tkwi jego piękno. Nigdy nie wiesz, co takiego może się wydarzyć. Coś, co przyniesie tobie szczęście czy raczej smutek. To też sprawiało, że nie nudził się aż tak bardzo.
Nie miał ochoty wracać do domu. Poszedł do parku naprzeciwko domu Diany, zajął pustką ławkę i po prostu siedział, myśląc o tym, jak wiele cierpienia może znieść niewinny człowiek. Sam doświadczył kiedyś czegoś podobnego i z pewnością nie życzył tego nikomu. Wciąż jednak zastanawiał się dlaczego czuł tai wiele empatii do nastolatki. I nie wiedział czy to jego dobra strona się odezwała czy może polubił jej przewidywalny charakter. Była denerwująca, ale na swój własny, wyjątkowy sposób.
Kiedy dotarł do domu było grubo po dziesiątej. Tyle czasu zajęło mu rozmyślanie nad swoim życiem. Może czasami warto się zatrzymać, wyrwać z rutyny i po prostu zastanowić się czy to, jak żyje, mu się w pełni podoba czy może wprowadziłby kilka poprawek do swojego życia.
Był zmęczony, więc jedynym o czym myślał było łóżko. Po orzeźwiającym prysznicu wpakował się pod pościel, patrząc jeszcze przez chwilę w sufit. Potrząsnął głową, wyrywając się z letargu. Jego komórka zaczęła wibrować kilkakrotnie, przez co podskoczył lekko. Jęknął głośno, ponieważ nie spodziewał się, że ktoś o tej godzinie będzie coś od niego chcieć. Jeśli to jakiś operator, który chce mu coś wcisnąć, to naprawdę wyjdzie z siebie.
Sięgnął po komórkę, otworzył wiadomość, ale jego treść naprawdę go zaskoczyła:

Od: Nieznany.
Najgorszą karą, jaką można dostać od życia, jest tęsknota za człowiekiem, którego kochało się całym sercem.

Może jednak nie była aż tak przewidywalna.


3 komentarze :

  1. Dziewczyna przesadza. Zdecydowanie. Dobrze, że Liam jest bardziej pozytywnie nastawiony to może wyciągnie ją z tego dołka, w który wpadła.

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, zaczęła się już odrobinę bardziej otwierać na innych ludzi. Potrafiła powiedzieć Liamowi choć odrobinę, a to już spory krok po tych wszystkich upokorzeniach ze strony Johna. Swoją drogą, niezłego cwela z niego zrobiłaś ^^
    Niecierpliwie czekam na pojawienie się reszty chłopaków z 1D. Jestem ciekawa jaką rolę odegrają w życiu Diany, której tak strasznie mi szkoda.
    Wiem co czuje, będąc samotną i to na serio nic fajnego, więc będzie potrzebowała niezłego wsparcia, żeby wyjść z tego głębokiego dołu, w którym się zakopała, by nikt jej nie zranił.
    Swoją drogą, czy ona ma schizofrenie? To słyszenie głosów...
    No nic, mogę tylko czekać na ciąg dalszy.
    W wolnej chwili zapraszam do siebie. Pozdrawiam!

    cios-przeszlosci

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział ♥
    Zapraszam do mnie:
    http://neverbewell.blogspot.de/
    powodzenia w dalszym pisaniu!

    OdpowiedzUsuń

Słoneczko, zostaw coś po sobie ☀

Hope Land of Grafic