07.10.2015

Rozdział 8



"Czasami to, co dla nas najważniejsze, dla innych jest niczym."

Budzik, który Liam, nie wiadomo dlaczego, nastawiał każdego dnia, zaczął wydawać swoje uciążliwe dźwięki. Jakby to było rutyną i jakby alarm był niezniszczalny, zrzucił go z półki, przez co przestał dzwonić. Wstał z łóżka, uśmiechając się pod nosem.
Zrobił kilkanaście pompek, tak dla rozgrzania mięśni. Wziął orzeźwiający prysznic, założył dresy i zwykłą koszulkę. Lubił czuć się wygodnie. Wrzucił byle jakie książki do plecaka. Ułożył włosy i wyszedł z pokoju. Schody, jak zawsze, skrzypiały, jednak zdążył się już przyzwyczaić do tego dźwięku, chociaż tak bardzo go irytował.
W kuchni zastał Simona, który przygotowywał śniadanie. W tle grała płyta One Republic, którą chłopak już któryś raz z rzędu zapomniał wyjąć. Usiadł przy stole, napił się kawy, krzywiąc się na jej gorzki smak. I mimo to, że za nią nie przepadał, to i tak każdego kolejnego dnia ją pił. Liam bywał czasami bardzo skomplikowany.
— Cześć, tak w ogóle. — Usłyszał rozbawionego Simona.
— Cześć. — Zamrugał kilkakrotnie, nim obraz się wyostrzył.
— Zamiast pić to świństwo, mógłbyś się porządnie wyspać — stwierdził, przerzucając jajecznicę na talerz.
— Powiedział ten, który pije trzy takie kawy dziennie. — Przewrócił oczami.
— Ja pracuje bardzo długo i muszę być na nogach, a ty jesteś jeszcze młody. Jeszcze.
— Myślę, że mam jeszcze trochę czasu na bycie nastolatkiem.
— Zgadza się. — Przytaknął. — I dopiero, jak przestaniesz nim być, będziesz mógł pić to uzależniające cholerstwo. — Uśmiechnął się, wyrywając mu kubek.
— Dobrze, ojcze. — Prychnął.
— Wróciłeś wczoraj bardzo późno. Zapewne nie było cię u Diany, więc gdzie byłeś?
— A skąd wiesz, że nie u niej nie byłem?
— Dzwoniłem. — Wzruszył ramionami.
— Zdajesz sobie sprawę, że mam już. — Udawał, że liczy na palcach. — Dwadzieścia lat?
— To dlaczego wciąż ze mną mieszkasz, panie dorosły? — Zaśmiał się głośno.
— Szukamy z chłopakami czegoś do wynajęcia. Wiem, że nie lubisz, jak przychodzą tu codziennie, więc postanowiłem coś z tym zrobić.
— Nie chodzi o to, że ich nie lubię. Tylko, kiedy przychodzą, potraficie wyżreć wszystko, co jest w lodówce, a gdy chcę wypić sobie piwko albo zjeść kurczaka, to go w magiczny sposób nie ma.
— Trzeba było tak od razu. — Poklepał go po ramieniu. — Oni dziwnie się czują, kiedy wychodzisz, a oni przychodzą.
— Wolisz żebym z wami siedział i rozmawiał i robił nie wiadomo jeszcze co?
— Nie o to mi chodziło. — Próbował się bronić. — Możesz wychodzić, gdzie tylko chcesz.
— I nie, nie przejmuj się. To wcale nie brzmiało tak, jakbyś mnie nie chciał.
— Boże, tato. Zdecyduj się na coś w końcu.
— Chyba nadal będę wychodził.
— Dobry pomysł — powiedział, opierając się o blat.
— Sugerujesz coś? — Uniósł brew w podejrzeniu.
— Co dzisiaj na obiad? — Próbował zmienić temat.
— Myślałem, że zjesz na mieście albo u Harry’ego, bo pracuję do późna. — Westchnął.
— Okej, ale… ostatni raz. — Odebrał kubek, który cały czas trzymał w dłoni, wypijając zawartość do końca. — Ostatni. — Powtórzył, wkładając kubek do zmywarki.
— Powiedzmy, że ci uwierzyłem.
— A nie uwierzyłeś?
— Nie do końca, ale… — Spojrzał na zegarek. — Powinieneś się już zbierać. Za piętnaście minut zaczynasz zajęcia.
— Cześć — krzyknął, zamykając drzwi.
Wsiadł do auta, wrzucił plecak na tyle siedzenia i ruszył z podjazdu. Musiał jeszcze po drodze podjechać po Harry’ego, który dopiero teraz zdaje na prawo jazdy. Dlaczego nie robił go wcześniej? Tylko on zna odpowiedź na to proste, a jednocześnie, bardzo złożone pytanie.
Jego komórka zawibrowała kilkakrotnie i już wiedział, kto był nadawcą wiadomości. Lokowaty był bardzo denerwującym, narzekającym na wszystko i wszystkich chłopakiem, dlatego, zdaniem Liama, jego każde zdanie, ruch czy cokolwiek innego, było łatwe do przewidzenia.

Od: Hazza

Stary, ile kurwa mam na ciebie czekać?

Harry także dużo przeklinał. Nie było dnia, by nie usłyszeć od niego głośnego, soczystego „kurwa”. Każdy już się do tego przyzwyczaił i nie robił mu wykładów czy czegoś innego, bo przecież byli już dorośli i mogli robić co chcieli i nikt ani nic nie powinno ich powstrzymywać. Tak przynajmniej myśleli. Bycie dorosłym miało swoją wysoką cenę.
Liam właśnie skręcał w uliczkę, prowadzącą do domu Stylesa. Już z daleka widział jego zniecierpliwioną i naburmuszoną twarz. Kiedy tylko brunet go zauważył, podniósł się z ziemi, wytrzepał spodnie i wpakował się do jego samochodu, zachowując się, jak u siebie. Rzucił plecak na tył, nie patrząc na inne przedmioty.
— Jedziesz czy będziemy tak stać? — zapytał niecierpliwie.
— Mógłbyś być milszy. — Zauważył chłopak.
— Rozważałem to kiedyś.
— I do jakich wniosków doszedłeś?
— Do tego, że nie warto się starać być innym tylko po to, by przypodobać się innym. Dla niektórych osób potrafię się ogarnąć, jednak reszta na to nie zasługuje.
— Na twój szacunek? — Prychnął.
— Boże, Liam. — Przewrócił oczami. — Nie gadajmy o tym.
— Jak tam chcesz.
— W sobotę będzie impreza. Idziemy, co nie? — No tak, Styles uwielbiał imprezy.
— U kogo?
— U Erica, oczywiście, jeśli wygrają z White Flamingos. A jeśli nie, to i tak ją zrobi. Przecież wiesz, jak mu zależy na byciu lepszym od Jamesa.
— White Flamingos? — Zaśmiał się. — Coś czuję, że wygramy. Z Louisem na ataku, wszystko jest możliwe.
— Tak samo zareagowałem, kiedy to usłyszałem. — Również się zaśmiał. — Tomlinson zniszczy ich wszystkich.
— Myślisz, że Charlie znowu coś odwali?
— Wątpię, ale on jest zdolny do wszystkiego. Tylko on potrafi nagi biegać po boisku, kiedy tamci próbowali strzelić nam bramkę.
— To był numer roku!
— Teraz będzie miał większe pole do popisu.
— Dlaczego?
— Skończy tą szkołę, tak? Nie wyrzucą go ani nie wlepią mu jakiś głupich kar w bibliotece.
— Ewentualnie policja może z nim coś zrobić.
— Ale to już ostateczność. Przecież nie będą marnować czasu na tego idiotę.
— Pewnie masz rację.
— Zawsze mam rację.  —  Poprawił go, rozsiadając się wygodniej w fotelu.
— Jak sobie chcesz. — Spojrzał na niego z rozbawieniem.
Na parkingu zajął swoje stałe miejsce, po czym oboje wysiedli z auta, z tym wyjątkiem, że Hary prawie wylądował na ziemi, a wszystko to przez jego zbyt długie nogi.
— Ej, laska, uważaj! — krzyknął Niall, klepiąc go po plecach.
— Przymknij się, Horan.
— Jak ty możesz go podwozić, Liam. Ja nie dałbym rady wysiedzieć z nim w jednym samochodzie.
— Pozwól, że ci przypomnę. Niedługo będziemy wynajmować mieszkanie, wspólne. Ja też tam będę. — Uśmiechnął się zwycięsko, również klepiąc go po plecach, jednak kilka razy mocniej.
— Widzę, że się cieszysz.
— A tak w ogóle, to szukaliście już czegoś? — Dołączył Zayn. — Bo, jak na razie, wiem tyle, że Niall będzie spał w pokoju blisko kuchni.
— Zastanawiamy się, czy go nie wywalić — burknął Harry.
— Ej, mógłbyś być…
— Milszy? Ile razy ja tu już słyszałem. — Przewrócił oczami.
— Dla Alison potrafisz być dobry. — Usłyszeli śmiech Tomlinsona.
— Byłeś jednym, którego jeszcze nie znienawidziłem, Louis.
— Oh, nie przesadzaj. — Dźgnął go w bok. — Czasami jesteś denerwujący, nawet bardzo.
— Czasami? — Kolejna salwa śmiechu wywołała uśmiech na twarzy wszystkich, a nawet tego wiecznie upierdliwego dzieciaka.


Diana nie zamierzała dzisiaj wyjść gdziekolwiek. Czuła się słabo, kiedy próbowała wstać z łóżka — kręciło się jej w głowie. To było denerwujące, jednak miała bardzo dobry pretekst, by zostać w domu. Chciała zregenerować siły na jutrzejszy dzień, który  Josh z pewnością wykorzysta, aby ostatecznie i definitywnie ją ośmieszyć. Chciała mu coś powiedzieć, zrobić, ale brak       pewności  siebie  czy cienia  odwagi  był  w  tym  momencie bardzo  odczuwalny.
Gdy w końcu udało się jej podnieść, założyła bluzkę na długi rękaw, nie wiedząc, czy jej matka wciąż była w domu. Nie chciała się jej tłumaczyć, nie chciała się narzucać. Mary powinna wiedzieć, że jej córka bardzo to przeżywała, jednak lepiej było pozostawić ją w niewiedzy. Nastolatka miała nadzieję, że tak będzie lepiej dla wszystkich.
Zeszła powoli po schodach, słysząc, jak ktoś biega w obcasach po kuchni. Czyli jeszcze nie pojechała…
Kiedy znalazła się w salonie, Mary podeszła do niej i przyłożyła dłoń do czoła. Spojrzała na nią zmartwiona, po czym rzuciła wszystkie papiery i zabrała się do robienia herbaty dla córki.
— W takim stanie nie pójdziesz na lekcje, na pewno — powiedziała, doskonale wiedząc, na co czekała Diana.
— Nie zamierzałam. Czuję się okropnie.
— Połóż się w salonie, a ja zrobię ci herbatę i dam jakieś leki. Musisz odpoczywać.
— Tylko bez mleka. — Poprosiła.
— No dobrze.
— A ty nie powinnaś być w pracy? — spytała, wchodząc do salonu.
— Pan Hilton kazał nam przyjść na pierwszą. Jakieś krótkie spotkanie, coś w tym stylu.
— Oh, to może coś pooglądamy? — Zaproponowała.
— Bardzo chętnie, tylko mam jeszcze kila papierów do uporządkowania. — Westchnęła.
— W porządku. — Wyraźnie posmutniała.
— Może zacznij beze mnie, a ja za chwilę do ciebie dołączę, dobrze?
— Dobrze. — Uśmiechnęła się.
Jej komórka zawibrowała jakoś w połowie odcinka Plotkary. Dziewczyna sięgnęła po telefon, a na ekranie pojawił się następujący SMS:

Od: Liam.
Gdzie ty się podziewasz, dziewczyno?

Przewróciła tylko oczami. Wiedziała, że złym pomysłem było napisanie do niego w środku nocy, jednak nie mogła się powstrzymać. Przez kilka minut leżała w łóżku, zastanawiając się nad wysłaniem wiadomości. Było kilka za i przeciw, jednak znaczną przewagę miało przeciw. Zrobiła to pod wpływem chwili, impulsu. Nie wiedziała, że to, co napisała będzie jego zagadką na resztę wieczora. 
Hejoo! W końcu znalazłam chwilę na wejście na bloggera. Szkoła daje niezły wycisk; codziennie sprawdziany, ponieważ akurat w tym samym czasie wszystkie działy się kończą i występuje taka konieczność, kartkówki, odpytywanie przy tablicy. Mam już po prostu tego dość, bo nawet weekendy mam zawalone; wyjazdami, meczami albo uczeniem się na kolejny sprawdzian, bo gdybym robiła to w tygodniu, to z pewnością nie dałabym rady zdać żadnego. Z tego powodu moje pisanie rozdziałów się spowalnia, co kilka dni coś dopisuję i jakoś to idzie. Kończę już dwudziesty czwarty, więc mam nadzieję, że dotrwamy do końca. Kochane, dziękuję za każdy komentarz, a do waszych blogów postaram się niedługo zajrzeć. Obiecuję! Pozdrawiam serdecznie :**

2 komentarze :

  1. Dwadzieścia cztery? O matko, ale poleciałaś do przodu z tymi rozdziałami. O.o Ile ogółem planujesz ich na opowiadanie?
    Rozdział strasznie króciutki. I właściwie mamy tu trochę opisu poranka Liama, trochę samopoczucia Diany i niemal same dialogi. Coś trzeba z tym zrobić! Ostatnio komuś pisałam, że opisy są bardzo potrzebne, ponieważ pozwalają o wiele bardziej wczuć się w opowiadanie. Musisz nad tym zdecydowanie popracować! :>
    Postaraj się też wykluczyć niepotrzebne przecinki oraz uzupełnić te, których brakuje, ponieważ galopują po tym opowiadaniu jak szalone i są niestety w niewłaściwych miejscach. :/ Ale praktyka czyni mistrza. Tak z ciekawości; to Twoje pierwsze opowiadanie?
    Rozdział właściwie zbyt wiele do fabuły nie wnosi prócz tego, że wiemy o tym, iż Liam niedługo zamieszka ze swoimi ziomkami.
    No nic, czekam na kolejny, mam nadzieję, że dłuższy rozdział <3

    Zapraszam do mnie ---> cios-przeszlosci

    OdpowiedzUsuń
  2. Josh… To ten chłopak z jej szkoły? Ona jeszcze im wszystkim pokaże! Pokaże, prawda? ;p Jeszcze będą jej zazdrościć wyjątkowości.

    OdpowiedzUsuń

Słoneczko, zostaw coś po sobie ☀

Hope Land of Grafic