06.02.2016

Rozdział 16



"Jeszcze trochę czekaj, jeszcze trochę. Ja też nie jestem szczęśliwa."


Glasgow było równie pochmurnym miastem, jak Londyn. Wszyscy żyli w biegu, nie oglądając się wcale za siebie. Nie zwracali uwagi na innych. Nie obchodziło ich to, że gdzieś pod ścianą siedział bezdomny, prosząc o pieniądze na przeżycie, to, że potrącili kogoś na chodniku. Może tęsknota za Londynem sprawiała, że kobieta widziała tylko złe rzeczy w tym mieście?
Mary dostała małe, całkiem przytulne mieszkanko, niedaleko centrum, z łazienką i kuchnią oraz małą sypialnią. W salonie miała wielkie okno, które dawało jej doskonały widok na ulice miasta. Wiecznie zakorkowane.
Pracowała zdecydowanie ciężej niż w Londynie. Sypiała po kilka godzin, a czasami w ogóle. Wracała późnym wieczorem z dodatkową robotą papierkową, ponieważ jej współpracownik nie miał czasu, a zresztą, miał inną specjalizację, więc szef zwalał wszystko na nią. To nie miało dobrego wpływu na jej życie, a przede wszystkim  zdrowie.
Doskwierała jej samotność. W domu zawsze miała chwilę, by zamienić chociaż słowo z Dianą. Tu mieszkała sama, a wszyscy wokół zdawali się jej w ogóle  nie zauważać. Brakowało jej kontaktu z drugim człowiekiem. Miała tylko Dianę.
Dlatego dzisiaj wzięła wolne, chciała odpocząć od tego natłoku zadań. Musiała się zregenerować, by ponownie wrócić do pracy i być w stanie robić  dalej cokolwiek. W końcu, od dłużącego się tygodnia, wyspała się, zrobiła sobie herbatę wraz z normalnym śniadaniem. Miała czas, by usiąść na kanapie i obejrzeć trochę wiadomości. Wreszcie miała czas, by zadzwonić do Diany.
Wyciągnęła komórkę i wybrała numer do córki. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy odebrała już po pierwszym sygnale.
— Halo?
— Cześć, skarbie — powiedziała radośnie, starając się zamaskować zmęczenie.
— Mamo — pisnęła. — Tak się cieszę, że dzwonisz. Miałam zadzwonić wczoraj, jednak wiem, że masz teraz dużo pracy i nie chciałam dokładać dodatkowych problemów.
— Oh, dziecko. Ty nigdy nie będziesz moim problemem.
— Ale jednak się martwiłam. Słyszałam, że masz tam bardzo ciężko. — Westchnęła. — To moja wina, przepraszam.
— Chwila, dlaczego tak mówisz? Diana, to nie przez ciebie, to wina Hiltona i jego mało rozwiniętej funkcji myślenia.
— Gdybyś musiała utrzymywać tylko siebie, to dałabyś radę w jakiejś mniej płatnej pracy. Ale…
— Posłuchaj mnie, jesteś moim dzieckiem i to, że ciebie utrzymuję  to tylko i wyłącznie moja decyzja. Gdybym tego nie chciała, to już dawno wywaliłabym cię z domu. — Zaśmiała się, próbując rozładować sytuację.
— Nie dałaś mi dokończyć.
— Więc słucham.
— Znowu mi przerywasz. — Usłyszała westchnięcie. — Znalazłam pracę.
— Nie musiałaś tego robić.
— Nie, ale chciałam tego. To tylko kilka godzin, więc już nie musisz wysyłać mi pieniędzy, poradzę sobie.
— I tak będę to robić. Nie chcę, by czegokolwiek ci zabrakło.
— Powiedzmy sobie szczerze, ubrania mam ciągle te same, ponieważ nie mieszczę się w inne, kosmetyków rzadko co używam, jedzenie tu jako tako jest, a na jakieś głupie gadżety nie potrzebuję pieniędzy. Mamo, dam radę.
— Na razie nie zmienię decyzji, zobaczymy, jak sobie będziesz dalej radzić.
— Już ci mogę powiedzieć, że dobrze.
— Poczekamy, zobaczymy. Jak się czujesz u Simona?
— Jest w porządku, ale brakuje mi trochę naszego starego domu. Tu jest zdecydowanie inaczej.
— Musisz się po prostu przyzwyczaić. A zresztą, niedługo skończę tutaj pracę i będzie, jak dawniej.
— Nic już nie będzie, jak dawniej, mamo. Można starać się, by jakoś to poskładać w całość.
— Będziemy się starać, prawda?
— Oczywiście, mamo.
— Mam jeszcze kilka dni wolnego, więc chciałabyś do mnie przyjechać? — zapytała, czekając na reakcję córki.
— Boże, mamo. Dopiero zaczęłam pracować i już muszę brać wolne.
— Czyli tak? — Zaśmiała się.
— Tak — pisnęła. — Zaraz zamawiam lot i… o mój boże. Tak bardzo się cieszę!
— Ja też, skarbie. Pokażę ci trochę to miasto, ale jest zdecydowanie gorsze niż Londyn.
— Nie może być przecież tak źle.
— Jednak może.
— Oh, poczekaj chwilkę. — Słyszała szepty, warknięcie Diany i to jej wystarczyła by wiedzieć, że była w tym momencie zajęta.
— Dobrze, muszę kończyć. Napisz do mnie albo zadzwoń, gdy będziesz wiedzieć, kiedy wylatujesz. Kocham cię.
— Ja ciebie też, tęsknię bardzo. Widzimy się niedługo. Pa, mamo.
Na jej twarz wpełzł szeroki uśmiech. Bardzo cieszyła się z wizyty Diany. Ba! W duchu skakała z radości. Bardzo brakowało jej dziewczyny po tak krótkim, a jednak długim czasie rozłąki.
Jej wzrok spoczął na liście, leżącym na stoliku. Prawie o nim zapomniała. Miała tyle spraw na głowie, że nie znalazła nawet czasu na przeczytanie go. Rozpakowała kopertę i wyjęła z niej biało beżową kartkę, na której rozpoznała pismo córki.


Mamo!

Jak to zwykle piszę się w listach? Ach, no tak. Tęsknię za tobą, chociaż nawet jeszcze nie wyjechałaś. Próbuję to powstrzymać, wmówić sobie, że to tylko chwilowe i niedługo będziesz już razem ze mną. Ale prawda jest inna.
Nie winię Cię o nic, to musisz wiedzieć na pewno, ponieważ myślę, że ty tak sądzisz. Wiem, że nie dałaś rady już nic zrobić i by nas ratować, ale głównie to mój gruby tyłek, musiałaś wyjechać i ja w całości to rozumiem. Proszę, nie obwiniaj się. To, co się stało,  już się nie odstanie. Taka jest kolej rzeczy.
Chciałam byś wiedziała, że bardzo wiele ci zawdzięczam, ale nie potrafiłabym tego powiedzieć prosto w oczy, ponieważ wiem, że zestresowałabym się i powiedziała tylko te dwa głupie słowa, które, moim zdaniem, nie są tak bardzo wartościowe bez obecności innych,  miłych słów. Dobrze o tym wiesz, więc wszystko zacznę od następnej linijki, dobrze? Oh, co ja piszę. Przecież i tak mi nie odpowiesz.
Zawdzięczam ci życie, tego chyba nie wyrażą żadne, nawet najlepiej wyszukane, słowa. Dzięki tobie jeszcze jakoś się trzymałam, mimo wszystkiego. Wiedziałam, że ty tu jesteś, że mnie wspierasz i że ci na mnie zależy. Nawet nie wiesz, jakie to wspaniałe uczucie. Mieć pewność, że chociaż jedna osoba płakałaby po twojej śmierci. I tak, wiem, co byś teraz powiedziała:
— Nigdy więcej o tym nie myśl, skarbie. Na tym świecie jest wiele osób, którzy tęskniliby za tobą. Ja również jestem jedną z nich.
Zgadłam? Pewnie, że tak. Często mam rację i to chyba powstało z twoich genów.
Ale, powiedzmy sobie szczerze, mam tylko ciebie i ani Simon ani Liam ani nikt inny nie zastąpiłby mojej prawdziwej rodziny. Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzę w tym chorym świecie, bo wiesz, ludzie potrafią być naprawdę bezwzględni i okrutni. Dlatego od wielu lat nie miałam prawdziwego przyjaciela, nie miałam nikogo.
Dziękuję ci za motywację, bez niej i ciebie zapewne już dawno by mnie nie było i nie pisałabym tego listu. Bez niej zaginęłabym, bez tego wszystkiego, co mi przekazałaś — byłabym już martwa. Ale przecież tego od zawsze chciałam, prawda?
Nigdy ci o tym nie mówiłam, ale boję się. Boję się tego, co czeka mnie po drugiej stronie, kiedy ta pieprzona żyletka pójdzie za daleko, kiedy pod wpływem impulsu zrobię coś, co będę żałować przez resztę (krótkiego) życia. Ale przede wszystkim — bałabym się to zrobić ostatecznie. Zakończyć te bezsensowne życie.
Musisz wiedzieć, że nie wiem, kiedy następny raz użyję tego cholerstwa, ale na pewno użyję i to jest nieuniknione. I nikt tego nie powstrzyma. Ani ty ani ja ani nikt inny, bo tego nie da się przerwać ot tak. To zostaje z nami na całe życie i czy chcemy czy nie, to zawsze będzie przy nas i przypomina o tym,  jacy kiedyś byliśmy głupi. Może to cierpienie jednak nie jest bezsensowne? Może tak po prostu miało być, by potem spotkało nas coś wyjątkowego i wynagrodziło nam wszystkie krzywdy? Może niebo będzie sprawiedliwe dla wszystkich? Wkrótce się o tym przekonamy.
Mam nadzieję, że przeczytałaś to do samego końca i wiesz, co siedziało mi wtedy w tej chorej główce. Postaram się zmienić wszystko, co kiedykolwiek zepsułam, ale zarówno ty i ja wiemy, że nie będzie to łatwym zadaniem. Trzymaj za mnie kciuki, mamo.
Kocham cię. Nie, to jest zbyt słabe. Kocham się na zawsze? Nie, to też nie pasuje. Po prostu wiedz, że popieram cię we wszystkich twoich decyzjach i bardzo tęsknię. No i… kocham cię.
Twoja jedyna córka, Diana.
P.S. Udało się :)


— Simon, mam do ciebie prośbę. Gdzie jesteś do cholery? — krzyczała po całym domu, jednak nikt się nie odzywał.
Przeszła kuchnię, łazienki, jego pokój, salon, ale nigdzie go nie było. Wyszła na taras, prychając cicho pod nosem. Opalał się na leżaku ze słuchawkami w uszach. Wyjęła mu jedną z nich, przez co momentalnie wstał. Uśmiechnęła się do niego, po czym usiadła na leżaku.
— Mam prośbę — zaczęła. — Mógłbyś załatwić mi bilet do Glasgow? Mogę jechać nawet pociągiem.
— Mary o tym wie?
— Tak, dzwoniła do mnie przed chwilą.
— Na kiedy?
— A dałoby się na jutro?
— Wątpię w to, ponieważ teraz wszyscy wylatują, ale zobaczę, co da się zrobić.
— Jestem ci naprawdę wdzięczna, dziękuję.
— Nie ma sprawy.
— A tak w ogóle, to może wróciłbyś do domu, bo te słońce ci nie służy. — Wskazała na spieczone ciało, śmiejąc się.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Słoneczko, zostaw coś po sobie ☀

Hope Land of Grafic