03.12.2015

Rozdział 15


"Dobrzy ludzie zawsze siebie nisko cienią."

— Diana? — Usłyszała pukanie do drzwi.
Skierowała wzrok w tamtą stronę i westchnęła, spuszczając głowę. Jedyne o czym w tej chwili marzyła, była samotność. Tylko tyle, ale dla innych, czyli Liama, było to tyle. Ten chłopak był irytujący przed zamieszkaniem tutaj, a teraz jej poirytowanie sięgało zenitu.
— Czego ode mnie chcesz o godzinie siódmej rano w wakacje? — zapytała, udając zainteresowanie.
— Mogę wejść? — odpowiedział pytaniem na pytanie.
Grabisz sobie Liam, oj grabisz.
— Jeśli musisz — mruknęła od niechcenia.
Wszedł do środka ubrany w dresy, których krok sięgał aż do połowy ud, oraz koszulkę na ramiączkach z jakimś chińskim napisem. Usiadł na łóżku, bawiąc się nerwowo dłońmi. Nie odzywał się, co było dziwne, ponieważ to on zawsze, od czasu, kiedy się poznali, zaczynał rozmowę, jako pierwszy. On zawsze miał coś do powiedzenia.
— Więc — zaczęła Diana. — dlaczego tu przyszedłeś? To coś ważnego czy jesteś tu tak po prostu?
— Myślałem nad wczorajszym dniem — powiedział niepewnie.
— To nie myśl tyle, to już nieistotne. — Westchnęła.
— Nie, Diana. To bardzo istotne i chciałbym wiedzieć, dlaczego nie chciałaś z nami siedzieć.
— Powiedziałam przecież, że…
— Nie, to nie jest wymówka. Poza tym widzę, kiedy kłamiesz.
— Ciekawe jak. — Prychnęła.
— To już zostanie moją tajemnicą. — Wstał z łóżka.
— Magik Liam — powiedziała kpiąco.
— To było słabe. — Zauważyła cień uśmiechu na jego twarzy. — Mam pytanie.
— Wow, pierwszy raz pytasz się czy możesz je zadać. Dostajesz punkt uznania. — Klasnęła w dłonie.
— Czy któryś z chłopaków powiedział coś… złego w stosunku do ciebie? — Jego niepewność biła na kilometr.
I teraz nadeszła chwila prawdy. Powiedzieć mu, co usłyszała czy po prostu siedzieć cicho i udawać, że ją to nie obchodzi. Właśnie, albo to albo to. To był jej odwieczny problem; zdecydować się na coś. Gdyby zdecydowała się na pierwszą opcję, to zapewne Zayn znienawidziłby ją jeszcze bardziej niż teraz i stworzył jej istne piekło na ziemi, skłóciłaby chłopaków, a ich paczka rozpadłaby się przez tą dziewczynę, która podsłuchuje wszystko i wszystkich i nie umie trzymać języka za zębami.
Gdyby jednak zdecydowała się na drugą opcję, to czułaby się z tym źle. Okłamałaby Liama, a, mimo jego denerwującego ją charakteru, chciała, by zostali dobrymi znajomymi, którzy mają tajemnice, ale nie takie, które dotyczą jego przyjaciół. Takie małe, nieistotne dla tej drugiej osoby.
Nim podjęła ważną decyzję, wzięła bardzo głęboki oddech. — Nie, dlaczego o tym pomyślałeś? — Umiała kłamać, więc o co mu chodziło?
— Jeżeli zrobią coś niewłaściwego, coś, co ci się nie spodoba, to zawsze możesz mi o tym powiedzieć, dobrze?
— Liam, nie przesadzasz trochę przypadkiem? Każdy ma prawo do wypowiedzenia własnego zdania i to szanuję. Wiem, jak wyglądam i…
— Teraz to ty przesadzasz. Ludzie nie mają prawa tak mówić.
— Przyzwyczaiłam się już do tego. — Kolejne kłamstwo.
— Nie musiałaś. Gdybyśmy poznali się wcześniej, to…
— To co? Co byś zrobił do cholery? Mówił wszystkim, że tak nie wolno? Boże, Liam. Na jakim świecie ty żyjesz? Tutaj nie liczy się twój charakter czy jakiś niesamowity talent, tylko to kim jesteś i jak wyglądasz. Nigdy nie możesz być sobą. — Wstała z siedziska z nadmiaru emocji.
— Nie o to mi chodziło. — Pokręcił głową. — Po prostu pomógłbym ci, ale nie w ten sposób. Ludzi nie da się tego oduczyć, każdy wykreował sobie stereotypy i to wszystko wciąż się nie zmienia. Dlatego trzeba nad sobą pracować.
— Nie licz na to, że zacznę chodzić na siłownię razem z tobą. To w ogóle nie wchodzi w grę.
— I znowu — nie o to mi chodziło. Wystarczyłyby nawet zwykłe godzinne spacery i wyeliminowanie słodyczy  i tym podobnych.
— Myślisz, że tego nie próbowałam? — Prychnęła. — Jestem gruba i, jak na razie, nie potrafię tego zmienić. Muszę zastanowić się nad  tym czy jest w ogóle sens to robić.
— Dlaczego musisz się aż zastanawiać?
— Bo niedługo to skończę. Nie wiem kiedy, ale niedługo — wyszeptała, patrząc się na niego.
— Nie mów tak, proszę. — Podszedł do niej. —  Pomogę ci, jeszcze nie wiem jak, ale pomogę.
— Nie możesz nic zrobić, rozumiesz?
— Mogę więcej niż ci się wydaje. — Uśmiechnął się lekko, łapiąc ją za nadgarstki, przez co syknęła cicho i wyrwała się z jego uścisku. — Przepraszam, zapomniałem.
— Nic nie szkodzi. — Podniosła głowę, wpatrując się w jego brązowe, pełne troski, oczy.
— Nie chciałbym wam przeszkadzać. — Usłyszeli Simona, który stał w drzwiach z lekkim, prawie niewidocznym uśmiechem. — Ale zrobiłem śniadanie, które za chwilę będzie zimne.
Diana nie jadła cały poprzedni dzień. Wydawało się to być aż nierealne, żeby było prawdziwe. Jednak dopiero teraz poczuła głód. Poszła za nimi, prosto do kuchni, z którą, już od pierwszego dnia, wiązały się nieprzyjemne wspomnienia. Mimo tego wszystkiego, usiadła grzecznie przy stole, nalała sobie herbaty i nałożyła jedną kanapkę, która, jej zdaniem, zdecydowanie wystarczy na resztę dnia. Chyba wzięła sobie do serca słowa Liama.
— Macie jakieś plany na dzisiejszy dzień? — zaczął Simon, widząc, że ta dwójka nie miała nic do powiedzenia.
— Idę do Louisa — oznajmił Liam, po czym spojrzał się na Dianę. — Chcesz pójść ze mną?
— Nie, mam już inne zajęcie. — Upiła łyk herbaty.
— A mogę wiedzieć jakie? Wiesz, nie chcę się narzucać, jesteś już dorosła, ale obiecałem twojej matce, że będę się tobą opiekować.
— To był zły pomysł, prawda? — Zachichotała, na co ten pokręcił głową. — Szukam pracy. Znalazłam już kilka ogłoszeń i muszę się rozejrzeć po mieście.
— Przecież masz pieniądze, dom, dlaczego chcesz pracować? — On tak na serio?
— Bo nie chcę być ciągle na czyimś utrzymaniu. Na początku jakaś mała robota wystarczy. Po collegu będę miała więcej doświadczenia  i mam nadzieję, więcej ofert pracy.
— Widzę, że jesteś bardzo ambitna — stwierdził, pijąc kawę.
— Po prostu samowystarczalna. — Wzruszyła ramionami, jakby to była normalna rzecz. Prawda była zupełnie inna. — Muszę się już zbierać. Być może wyrobię się do południa.
— Powodzenia!
— Ta, cześć — mruknęła, wychodząc z kuchni.
Planowała zamówić taksówkę, jednak, w ostateczności, poszła na pieszo. Chyba to już ten czas na odchudzanie się i całkowitą zmianę swojego życia. Miała nadzieję tylko, że na lepsze.
Jej pierwszym celem był dentysta, który potrzebował pomocy w sprzątaniu gabinetu i obsługiwaniu pacjentów. Ta praca niezbyt jej się spodobała, jednak od czegoś trzeba było zacząć, prawda?
Weszła do środka budynku, gdzie mieściło się kilka sklepów oraz gabinet dentystyczny. Weszła do windy i wcisnęła guzik z numerem cztery. Zapewne powinna iść schodami, jednak jej rozmowa klasyfikująca, której nawet nie umówiła z mężczyzną, ponieważ była to spontaniczna decyzja.
Podeszła do recepcji, gdzie stał już dentysta,  do którego niegdyś chodziła.  Brodaty mężczyzna spojrzał na dziewczynę, wyjął zeszyt oraz długopis i poprawił koszulkę, która była lekko pognieciona.
— Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
— Przeczytałam ogłoszenie w gazecie o poszukiwaniu pracownika, więc chciałam się spytać czy…
— Przykro mi, ale wczoraj zgłosiła się do nas ta dziewczyna. — Wskazał długopisem na atrakcyjną blondynkę.
— Oh, no cóż. Trudno, dziękuję i do widzenia — powiedziała zawiedziona.
— Zapraszamy ponownie — dodał, przez co przyśpieszyła kroku.
Nie ma co się denerwować, Diano. To była dopiero pierwsza rozmowa o pracę, zostało jeszcze wiele innych ofert. Na pewno coś znajdziesz.
Dla takiego niedołęgi nie ma pracy.
Westchnęła cicho, a jej początkowy zapał nagle opadł. Ten cholerny głos miał rację. Była beznadziejna, ale… też była człowiekiem i oczekiwała czegoś więcej od życia niż wiecznie skopanego tyłka.


— Dzień dobry — powiedziała, wchodząc do piekarni, w której unosił się przyjemny zapach.
Po kilku godzinach poszukiwania pracy, zdecydowała, że resztę ofert obejrzy jutro. Żaden, rzekomy, pracodawca nie chciał jej zatrudnić, ponieważ albo miał już kogoś albo nie miał czasu na rozmowę, widząc dziewczynę albo stwierdzał, że nie nada się do tej pracy. Odwiedziła weterynarza, pobliski sklep spożywczy, a także sportowy, bibliotekę, a także kancelarię adwokacką. Przecież mogła po prostu roznosić im kawę albo sprzątać. Nie oczekiwała zbyt wiele.
W ten sposób trafiła do piekarni, chcąc posiedzieć gdzieś indziej niż w domu. Nie miała ochoty opowiadać im o swojej porażce. Jednak tak czy siak, musiała wrócić i prędzej czy później, musieliby się o to zapytać. Gdyby mieszkała sama takie sprawy by się nie zdarzały.
— Witaj, Diano. — Zaśmiała się starsza kobieta, widząc znajomą twarz. — Tak dawno cię nie widziałam.
— Pani Thompson. — Uśmiechnęła się, przytulając ją.
— Opowiadaj, co tam u ciebie? Jak czuje się mama?
— U mnie wszystko dobrze, a mama… wyjechała. — Westchnęła cicho.
— Gdzie do diaska?
— Do Glasgow, pracuje tam od kilku dni.
— A dlaczego ty zostałaś w Londynie, skarbie?
— Bo mieszkanie było za małe, nawet na jedną osobę, więc mieszkam teraz z jej kolegą z pracy?
— Jeśli będziesz miała jakieś problemy, to wiesz, gdzie mnie znaleźć, prawda?
— Tak, dziękuję pani za wszystko.
— Oh, kochanie. To była czysta przyjemność. Co dzisiaj robiłaś? Pewnie wyszłaś z jakimś chłopcem, co? — Zachichotała, a Diana uśmiechnęła się nerwowo. Ona i chłopak? Tak, to było bardzo zabawne.
— Nie, szukałam jakiejś pracy. Chciałam utrzymywać się już sama, jednak nic nie znalazłam, jak na razie. Jutro będę sprawdzać kolejne oferty.
— Wiesz, nie szukałam nikogo do pomocy, bo radziłam sobie dosyć dobrze, ale, jeśli oczywiście byś chciała, to mogłabyś tutaj pracować.
— O mój boże, naprawdę?
— Czy widziałaś kiedykolwiek, jak żartuję? — Zaśmiała się, widząc szczęśliwą dziewczynę.



2 komentarze :

  1. Bez przesady... Ci ludzie nie mogli być aż tak powierzchowni. Czy jednak mogli..? :/ Ale wspaniale, że znalazła pracę! Mam wrażenie, że wiele się tam będzie działo. Bardzo podobała mi się scena w pokoju Diany. Do tego moment, gdy wszedł ojciec Liama! Wspaniałe! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem teraz w szpitalu i mam wiele czasu na czytanie, wièc trafiłam na twojego bloga i się zakochałam. Naprawdę wciąga! Szybko wszystko nadrobiłam i jestem już na bierząco, a teraz czekam na następny rozdział x Liczę też na to, że odwiedzisz mojego bloga z dość nietypowym opowiadaniem i Harrym until-dawn-fanfiction.blogspot.com Nie będę miała też nic przeciwko jeżeli poinformujesz mnie tam o nowym rozdziale :) Życzę weny! x

    OdpowiedzUsuń

Słoneczko, zostaw coś po sobie ☀

Hope Land of Grafic